Rozważania Centralnej Drogi Krzyżowej 2017
"Wszystko, cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40) Autorzy rozważań: Brygida Grysiak – Ciesiołkiewicz Konrad Ciesiołkiewicz

WPROWADZENIE
Bliżej być już nie mógł. Bóg stał się człowiekiem, by przejść drogę mojego i Twojego cierpienia. Krok po kroku. Aż na Golgotę. Biczowany, we krwi, opluty, obnażony. Niewinny. Ani na chwilę nie przestał kochać. Umarł na krzyżu za moje i Twoje grzechy. Umarł z miłości.

Żeby miłość już zawsze była silniejsza niż śmierć.

Gdzie jest Bóg, kiedy cierpię ja? Gdzie jest Bóg, kiedy cierpisz Ty?

Papież Franciszek mówił po Drodze Krzyżowej w Krakowie, że Jezus cierpiał nie tylko dwa tysiące lat temu. Że cierpi też dziś. Razem z chorymi, ofiarami wojen, głodnymi, bezdomnymi, tymi, którzy wątpią i tymi, którzy nie odczuwają szczęścia. Cierpi z każdym, kogo przytłacza ciężar grzechu. Cierpi ze mną. Cierpi z Tobą.

Gdzie więc jestem ja, kiedy cierpi Bóg? W chorych, ofiarach wojny, głodnych, bezdomnych, wątpiących, nieszczęśliwych, przytłoczonych grzechem?

Gdzie jesteś Ty?

"Módlmy się za tych Jezusów, których widzimy dzisiaj - głodnych, spragnionych, cierpiących. Módlmy się za wielką liczbę cierpiących, chorych dzieci, które od dziecka niosą krzyż" /Franciszek, Kraków, 29.07.2016/

 

 

Stacja I: Pan Jezus na śmierć skazany

"Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili"
(Mt 25,40)

Dziś rozważam Twoją Mękę, Panie. I modlę się. I płaczę.

A ile razy sama skazałam Cię na śmierć? Ile razy? Ile razy umyłam ręce, jak Piłat? Ile razy krzyczałam: „Ukrzyżuj”, bo inni krzyczeli?

Anna ma trzydzieści pięć lat. Jeszcze chwilę temu myślała, że ma dobre życie. Kochający mąż, zdrowe dzieci, wierni przyjaciele, niezła praca. Mąż odszedł. Dzieci zaczęły chorować. W pracy coraz gorsze wyniki sprzedaży, programy naprawcze. Za plecami coraz częściej słyszy, że skoro mąż odszedł, to pewnie miał powody, że coś musi ją łączyć z młodszym kolegą z biura, skoro tak często ze sobą rozmawiają. Że ciągle jest na L4 i trzeba za nią pracować. Wreszcie, że awans sprzed dwóch lat zawdzięcza chyba nie tylko swoim zawodowym kompetencjom. Tak mówią. Tak piszą w Internecie.

Plotka, oszczerstwo, hejt w sieci zadaje ból, poniża, wyklucza. Niszczy poczucie godności. I poczucie wspólnoty. Skazuje Jezusa na śmierć.

Wybacz mi, Panie.

Niech Twoje cierpienie otworzy moje oczy. Żebym widziała Cię w każdym, komu zadaję ból. Niech otworzy moje serce. I nauczy kochać na nowo.

 

Któryś za nas cierpiał rany…..

 

 

Stacja II: Jezus bierze krzyż na swoje ramiona

"Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili"
(Mt 25,40)

Krzysztof ma sześćdziesiąt lat. Połowę życia spędził w więzieniu. Mówi, że rodzice go nie chcieli. Dom dziecka, poprawczak, potem kolejne zakłady karne: Gdańsk, Rzeszów, Grudziądz. Kradzieże, rozboje, alkohol, narkotyki. Bez nich nie umiał żyć, z nimi umierał. Na terapię poszedł, bo słyszał, że dzięki temu szybciej wyjdzie na wolność. Po pierwszej sesji chciał pobić terapeutkę, płakał kilka dni. Nie umiałem przyjąć prawdy o sobie – opowiada po latach. Dziś nie pije i nie ćpa. Zrobił maturę. Chce pomagać młodym, których nikt nie kocha. Poznał Ewelinę. Czuje się kochany. Opowiada w szkołach o uzależnieniach. Pieniądze małe, ale ma to sens – mówi. Innej pracy nie ma. Jest za stary. A do tego: kto zaufa złodziejowi? Raz ukradł, to będzie kradł przecież. Krzysztof wziął krzyż na swoje ramiona.

Wybacz mi, Panie, że nie widzę w nim Ciebie. Patrzę na grzech, nie dostrzegam człowieka. Czuję się lepsza. Oceniam, potępiam, nie ufam. Przecież ufam TOBIE. Kocham CIEBIE.

Pomóż mi zrozumieć, że jeśli gardzę moim bratem, moja miłość do Ciebie nic nie znaczy. Jest pusta.

Pomóż Krzysztofowi.

 

Któryś za nas cierpiał rany…..

 

 

Stacja III: Jezus upada po raz pierwszy pod krzyżem

"Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili"

(Mt 25,40)

Adrian nie mył się od kilku miesięcy. Od pięciu lat mieszka na ulicy. Do stolicy przyjechał z małego miasteczka w Borach Tucholskich. Za pracą, za lepszym życiem. Kilku znajomym się udało. Jemu prawie też. Nieuczciwi ludzie, dług, komornik, wyrok i wstyd. Wstyd nie pozwolił mu wrócić do domu. Żyje od dworca do dworca. Zapija mrozy. I samotność. Byle przetrwać do rana. Przed nim czapka, w niej kilka monet wrzuconych w biegu, w odruchu serca, bez pytania, bez spojrzenia w oczy… Adrian upadł pod krzyżem. I nie ma siły, żeby się podnieść.

Wybacz mi, Panie, że nie patrzę mu w oczy. Wybacz, że odchodzę, bo jest brudny i śmierdzi. Że nie chcę go w moim czystym, pachnącym świecie. Daj mu siłę, żeby mógł wstać. I iść dalej. Daj mnie siłę, żebym umiała spojrzeć na niego z czułością, kiedy znowu się spotkamy.

 

Któryś za nas cierpiał rany…..

 

 

Stacja IV: Jezus spotyka Matkę

"Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili"
(Mt 25,40)

Adaś ma trzy lata. Policjanci znaleźli go na ulicy. Szukał mamy. Jego półtoraroczny brat – Paweł – kurczowo trzymał się poręczy na klatce schodowej. Był ubrany w sam kaftanik. Matka była pijana. Zostawiła ich w domu. Nie zamknęła nawet drzwi. Już do niej nie wrócą. Ani oni ani sześcioro rodzeństwa, które wcześniej odebrał matce sąd. Każde z tych dzieci niesie krzyż. Nie spotkają na drodze czułego spojrzenia swojej mamy.

Wybacz mi Panie, że zanim poszli szukać mamy nie spotkali mojego czułego spojrzenia. Że nie spotkała mojego czułego spojrzenia ich matka zanim się upiła i zostawiła ich samych w domu. Wybacz mi, że nie widzę i nie słyszę cierpienia za ścianą. Pomóż dzieciom, które cierpią przemoc i brak miłości. I ich rodzicom, których nikt nie nauczył kochać. Naucz nas kochać.

 

Któryś za nas cierpiał rany…..

 

 

Stacja V: Szymon z Cyreny pomaga nieść krzyż Jezusowi

"Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili"
(Mt 25,40)

Andriej z Ukrainy ma trzydzieści lat. Doktor fizyki. Żona, dwoje dzieci. Wojna na wschodzie kraju zabrała im stare życie. W Polsce przy najprostszych pracach na budowie i sprzątaniu zarabia pięć razy więcej niż jako fizyk w Kijowie. Dwa razy go okradziono. Trzy razy zmieniał pracę, bo szef nie płacił. Chętnie zmieniłby ją znowu, ale nie ma już dokąd pójść. Mieszka na budowie. Dostaje 70 zł na tydzień na jedzenie. I obietnicę, że resztę dostanie, jak już zbudują, co trzeba. Nie ma umowy, nie ma adresu, nie ma pozwolenia na pracę, bo ostatnie wygasło pół roku temu. Od szefa słyszy, że jak mu się nie podoba, to może wracać do siebie. Kiedy dzwoni do żony, uspokaja, że wszystko w porządku. I że niedługo przyśle pieniądze.

Wybacz mi, Panie, że jak Szymon z Cyreny nie chciałam pomóc. Jego zmusili żołnierze, dlatego wziął na swoje barki Twój krzyż. Mnie nikt nie zmusił. Andriej dźwiga krzyż sam. Oszukany, upokorzony, z dala od domu i rodziny. Słyszy, że zabiera Polakom pracę. Że zaniża stawki. Żeby wracał, skąd przyjechał. Nie ma już siły. Pomóż mi zrozumieć i przyjąć, że nie jestem lepsza od Andrieja. Nie zasługuję na więcej. A to, że mojego życia nie rozbiła wojna, że jestem zdrowa, mam dwie ręce i dwie nogi, to nie moja zasługa, ale zadanie.

 

Któryś za nas cierpiał rany…..

 

 

Stacja VI: Weronika ociera twarz Jezusowi

"Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili"

(Mt 25,40)

Jacek ma czterdzieści cztery lata. Ma też HIV. Kiedyś ćpał, wstrzykiwał sobie kompot. Zaraził się 20 lat temu. Nie ma domu. Jak mówi, żyje dzięki życzliwym ludziom w szpitalu i lekom, które od nich dostaje. Kuleje. Dziś rano na dworcu jeden z ochroniarzy zawołał go na rozmowę. Podbiegł drugi, odkręcił kran, zaczęli go bić i polewać wodą, żeby nie było krwi na chodniku. Dobrze się przy tym bawili. Ludzie mijali ich bez słowa. Biją ćpuna. Bezdomnego. Pewnie chciał kogoś okraść. Należało mu się.

Wybacz mi, Panie, że nie byłam jak Weronika. Nie otarłam twarzy Jackowi. Nie otarłam twarzy Tobie. Nie przyszło mi do głowy, że biją go dla zabawy, bo uważają, że jest nikim. Przemień ich serca, proszę Cię. Przemień moje serce. Żebym umiała – jak Weronika – wyjść z tłumu i okazać czułość temu, kto jej potrzebuje. Pomóż mi uwierzyć, że zawsze kiedy otrę twarz zbitego i pogardzanego, na chuście zobaczę odbicie Twojej twarzy.

Dziękuję Ci za tych, którzy dają Jackowi leki i za wszystkich wolontariuszy, którzy niosą potrzebującym pomoc z czułością. Oni są jak Weronika.

 

Któryś za nas cierpiał rany…..

 


Stacja VII: Jezus upada po raz drugi

"Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili"

(Mt 25,40)

Joanna ma czterdzieści lat i dwie córki. Jednej z nich nie chciała urodzić. Chciała ją zabić. Ale zabrakło jej pieniędzy na aborcje. Cennik się zmienił. Lekarka nie chciała ustąpić. Joanna wróciła do domu. Przerażona, że mąż znowu będzie ją bił do nieprzytomności. Pił i bił ją od lat. Czym popadło. Nagą wlókł za włosy po podwórku. Dusił. Nie chciała mieć z nim więcej dzieci. Bała się. Urodziła córkę. Uciekła od męża. Tułała się po domach samotnej matki. Dziś mieszka z córkami w maleńkim mieszkaniu. Skromnie. Czasami biednie. Ale mówi, że już się nie boi.

Wybacz mi, że nie zrobiłam niczego, żeby Joanna przestała się bać. Żeby nie czuła się sama. Żeby nie myślała o zabiciu własnego dziecka. Pomóż mi, proszę. Żebym pojęła wreszcie, że nie jestem Bogiem. Nie mnie sądzić. Ty mnie sądzić będziesz z tego, czy zrobiłam cokolwiek, żeby uratować Joannę i jej dziecko. Ty będziesz mnie sądzić z miłości.

Któryś za nas cierpiał rany…..

 

 

Stacja VIII: Jezus spotyka płaczące niewiasty

"Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili"
(Mt 25,40)

Piotrek ma 13 lat. Do szkoły chodzi niedomyty, w brudnych ubraniach. Tata stracił pracę, ale rzadko go widuje. Mama jest chora psychicznie. A do tego pije prawie cały czas. W jednopokojowym mieszkaniu codzienne libacje. Piotrek nie ma się gdzie uczyć, nie odrabia lekcji. Z trudem przechodzi z klasy do klasy. Wychowawczyni wystawia go na pośmiewisko. „Ubrałbyś się i umył”. „Jednym uchem wiedza ci wpada, drugim wypada”. Piotrek jest wtedy wulgarny. Albo nie mówi nic. Spuszcza głowę, zaciska zęby. Nie ma na bułkę w szkolnym sklepiku. Nie jeździ na wycieczki. Nie chodzi z klasą do kina. Wszyscy wiemy, jak jest. Piotrek spotyka sąsiadki, które płaczą nad jego losem.

Panie, Ty powiedziałeś płaczącym niewiastom, żeby nie nad Tobą płakały, ale nad sobą i swoimi dziećmi. Wybacz mi łzy, za którymi nie ma nic więcej prócz żalu i współczucia. Wybacz, że nie potrafię pomóc, że nie chcę. Że wykluczam Piotrka. Poniżam. Piętnuję. Nie kupię mu bułki w sklepiku szkolnym, nie dołożę do biletu do kina, nie zrobię zbiórki, żeby mógł pojechać na wycieczkę. Gardzę jego matką, która też niesie krzyż. Czuję się lepsza. Tylko TY wiesz, jak bardzo nie jestem. Pomóż mi zrozumieć, że ani moje łzy ani tysiące lajków na Facebooku nie zacerują świata. Naucz mnie, jak cerować świat na serio. Dziura po dziurze. Jak zakopywać podziały i wyrównywać szanse. Zaczynając od swojej rodziny, swojej klasy, swojego podwórka. Zaczynając od Piotrka i jego mamy.

 

Któryś za nas cierpiał rany…..

 

 

Stacja IX: Jezus upada po raz trzeci

"Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili"
(Mt 25,40)

Miriam ma sześć, może siedem lat. Na sobie brudną, niebieską sukienkę. Jest szczerbata. Uśmiecha się. Za nią widać zburzone budynki. Dzieci bawią się w gruzach. To Aleppo. „Gdzie jest Twoja mama?” - pyta dziennikarz. Miriam odpowiada: „W niebie”. Potem wylicza, kto jeszcze z rodziny nie żyje: „Brat i dziadek. I rodzina stryja. Stryjenka już nie żyje”. Pomaga jej kolega: „Jeszcze Hassan i Ahmed”. Mówi z dumą: „Ja też się paliłem. W nogę”. Widziały śmierć rodziców, sióstr i braci. Widziały, jak na ich domy spadały bomby. Ukrywały się w piwnicach, nie miały co jeść ani pić. Ich rodzice, jeśli żyją, nie zawsze chcą uciekać z Syrii. Ale wielu prosi o pomoc. Uciekają przed śmiercią i głodem, szukają bezpiecznego życia. Korytarze humanitarne to odpowiedź na dramat tysięcy ludzi, którzy utonęli w Morzu Śródziemnym, w drodze do Europy. Ich krzyż okazał się za ciężki.

Wybacz mi, Panie, że z politowaniem patrzę na tych, którzy mówią, że „dzisiaj masz twarz uchodźcy”. Wybacz, że nie potrafię pokonać mojego lęku, moich uprzedzeń. Że haniebne czyny jednych, każą mi odmawiać schronienia innym, niewinnym w potrzebie. Pomóż, proszę, Miriam i wszystkim, którzy doświadczają piekła wojny. Żeby nie stracili wiary w człowieka. Pomóż mnie, żebym zrozumiała, że jako chrześcijanka nie mogę człowiekowi w potrzebie powiedzieć „nie”.

„Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili” (Mt 25, 45)

 

Któryś za nas cierpiał rany…..

 

Stacja X: Jezus z szat obnażony

"Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili"
(Mt 25,40)

Jest ich pięcioro. Grażyna, Marek i troje ich Dzieci. Co niedzielę chodzą na Mszę Świętą. Przystępują do Komunii. Grażyna i Marek lubią opowiadać o swojej wierze. O tym, jaka jest dla nich ważna. Na portalach społecznościowych publikują Twój wizerunek, cytują Pismo Święte, piszą, jak się modlą. Kilka wpisów dalej obrażają i poniżają ludzi. Zdarza się, że życzą im śmierci. Bo się z nimi nie zgadzają, bo tamci atakują bliskie im wartości, bo popierają innych polityków, wreszcie - bo inni też tak robią. Tłumaczą, że przez lata to ich obrażano i poniżano. Że sprawiedliwości musi stać się zadość.

Wybacz mi, Jezu, że Cię oszukuję. Choć przecież Ciebie oszukać się nie da. Ty wszystko wiesz. Wybacz, że wykorzystuję Twoje imię, żeby usprawiedliwić moją nienawiść. I chęć zemsty. Jezu, nawet wtedy, kiedy odarli Cię z szat Twoich, nie powiedziałeś przeciwko nim złego słowa. Nie obrażałeś, nie poniżałeś. Nie znasz nienawiści. Niech moja mowa będzie, jak tego chciałeś: „Tak – tak, nie – nie”. Ale niech pamiętam, że kazałeś mi kochać bliźniego swego, jak siebie samego. Nie powiedziałeś: kochaj tylko tych, którzy myślą tak jak ty i dobrze ci życzą. Pomóż mi zrozumieć, że nie chcesz moich darów, jeśli ja Tobie wyznaję miłość, a gardzę bratem moim.

„Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam wspomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój przez ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim!” (Mt 5, 23-24)

 

Któryś za nas cierpiał rany…..

 

Stacja XI: Jezus przybity do krzyża

"Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili"
(Mt 25,40)

Maciek właśnie skończył rok. Choć miał nie dożyć swoich pierwszych urodzin. Rodzice mówią o nim: nasz śpiący królewicz. Bo śpi sobie pod opieką domowego hospicjum. I czeka na śmierć. Albo cud. Rodzice też czekają. Z bólem, który rozdziera serce. Ale i z pokorą, która każe ufać Tobie. Przecież Ciebie też przybili do krzyża. Choć Ty przynajmniej wiedziałeś, dlaczego. Bali się Ciebie. Byłeś przecież jedynym prawdziwym królem. Ale dlaczego Maciek?

Patrzą na Syna przybitego do krzyża. Jak Twoja Matka patrzyła na Ciebie. Nikt nie wie, jak wybiera rak. I dlaczego tak często wybiera dzieci. Naucz mnie, proszę, że nie muszę rozumieć wszystkiego. Naucz mnie być jak dziecko, które kocha i ufa bez granic. Ile razy powtarzam w pacierzu: „Bądź wola Twoja. Jako w niebie, tak i na ziemi”? Ile razy? I czy cokolwiek to dla mnie znaczy?

Przynieś, proszę, Maćkowi i Jego Rodzinie, ulgę w cierpieniu. Pomóż, proszę, wszystkim, którzy od maleńkości dźwigają krzyż choroby. Naucz nas towarzyszyć im w drodze. Dyskretnie. Z miłością. Jak robią to wolontariusze hospicjum, lekarze, pielęgniarki. Dziękuję Ci za nich.

 

Któryś za nas cierpiał rany…..

 

Stacja XII: Jezus umiera na Krzyżu.

"Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili"
(Mt 25,40)

Maria ma prawie osiemdziesiąt lat. Stoi w kolejce do kasy. Liczy drobne. Chce kupić jeszcze trzy lizaki dla prawnuków. Musi coś odłożyć. Odkłada mały pasztet i pomidora. Dwa lata później jest już w domu spokojnej starości. Zaczęła chorować, sama nie mogła już mieszkać. Mówi, że synowie nie mogli wziąć jej do siebie. Mają swoje życie i swoje problemy. Ale płacą za opiekę. Emerytury by nie wystarczyło. W domu opieki jest różnie. Czasami bardzo źle. Kąpiel co dwa tygodnie, przywiązywanie pasami do łóżka. Kiedy synowie odwiedzają Marię, Maria jest umyta, pasy schowane za fotel. Kiedy wychodzą, koszmar wraca. Synowie wracają coraz rzadziej. Maria umiera.

 

Panie, wybacz mi, że porzucam starą matkę. Że tak rzadko odwiedzam starego ojca. Że nie chce ich w moim życiu, choć bez nich mojego życia by nie było. Wybacz mi, że przeze mnie czują się niepotrzebni. Że umierają w samotności. „Tam, gdzie nie ma szacunku dla osób starszych, tam nie ma przyszłości dla ludzi młodych” – mówi Papież Franciszek. Panie Jezu, niech słowo: „starość” nie budzi w nas lęku. Niech obudzi w nas wdzięczność. I czułość w drobnych gestach. Naucz nas solidarności z tymi, których świat wyrzuca dziś na margines. Niech znowu staną się częścią rodziny, częścią wspólnoty.

 

Któryś za nas cierpiał rany…..

 

 

Stacja XIII: Jezus zdjęty z krzyża.

"Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili"
(Mt 25,40)

Jorge skończył osiemdziesiąt lat. Mieli wybrać młodszego, wybrali jego. Biskup z argentyńskich slumsów wybrał imię Franciszek. Przeprosił ubogich i bezdomnych za chrześcijan, którzy odwracają od nich wzrok. Postawił na Miłosierdzie jako lekarstwo na wszystko. „Miłosierdzie to imię Boga” – napisał. Jedni nazwali go „faszystą”, dla innych jest „komunistą”. Jedni podważają jego wybór, inni piszą, że w wielu sprawach się myli. Jeszcze inni, że jest „fałszywym prorokiem”, „idiotą”, „antychrystem”, że „niszczy Kościół i rodziny”.

 

Panie Jezu, nie żyjesz. Twoje ciało oddali Twojej Matce. Wielu wydawało się, że to koniec. Że zło zwyciężyło. Czuwali przy Tobie najwierniejsi. Choć oni też nie wiedzieli, co stanie się dnia trzeciego. Ich wiara nie zgasła. Panie, daj siłę Papieżowi Franciszkowi. By trwał jak ten „znak, któremu sprzeciwiać się będą”. Niech prowadzi do Ciebie tych, którzy każdego dnia posyłają Cię na krzyż.

 

Któryś za nas cierpiał rany…..

 

 

Stacja XIV: Jezus złożony do grobu.

"Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili"
(Mt 25,40)

Przy ostatniej stacji tej Drogi Krzyżowej niech każdy z nas wróci myślami do swojego domu, do swoich bliskich. I zastanowi się przez chwilę, jak ofiara Jezusa, który leży już w grobie, umacnia nas we wzajemnej miłości. I pokoju.

Jak kocham? Jak często przebaczam? Czy siadamy razem do stołu? Czy zasypiamy bez pojednania? Czy rozmawiamy ze sobą, patrząc sobie w oczy? Czy mijamy się w milczeniu, pełni żalu i pretensji? Czy umiemy „marnować” czas ze swoimi dziećmi, do czego zachęca nas Papież? Czy modlimy się razem?

Ile razy jesteśmy w domu Piłatem? Ile razy Szymonem z Cyreny? Ile razy Weroniką?

Ile w naszym domu jest Ciebie, Panie Jezu?

 

 

Módlmy się:

[MODLITWA FRANCISZKAŃSKA O POKÓJ]

O Panie, uczyń z nas narzędzia Twego pokoju,
abyśmy siali miłość tam, gdzie panuje nienawiść;
wybaczenie, tam gdzie panuje krzywda;
jedność, tam gdzie panuje zwątpienie;
nadzieję, tam gdzie panuje rozpacz;
światło, tam gdzie panuje mrok;
radość, tam gdzie panuje smutek.
Spraw abyśmy mogli
nie tyle szukać pociechy, co pociechę dawać;
nie tyle szukać zrozumienia, co rozumieć;
nie tyle szukać miłości, co kochać;
albowiem dając ‑ otrzymujemy;
wybaczając ‑ zyskujemy przebaczenie;
a umierając, rodzimy się do wiecznego życia,
przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego.

Wydarzenia tygodnia