Centralny Ośrodek Duszpasterstwa Akademickiego

Kościół Akademicki św. Anny

Krakowskie Przedmieście 68

Zamknij

Zapisz się do newslettera

 *

zapisując się do newslettera akceptujesz regulamin.

* Pole wymagane

Administratorem bazy newslettera jest Duszpasterstwo Akademickie

Zamknij

Jak do nas dojechać?

 

Wpisz adres lub charakterystyczną nazwę

Zamknij

Jak do nas dojechać?

 

Wpisz adres lub charakterystyczną nazwę

Zamknij

Mapa serwisu

Zamknij
Wczytywanie zdjęcia...

Zamknij

W przygotowaniu

Funkcjonalność nie jest jeszcze dostępna.

Zamknij

English version

The English version will be available soon.

"Kto zachowuje naukę Chrystusa, 

w tym naprawdę miłość Boża jest doskonała." (1 J 2,5) 


ON jest naszym fundamentem

 

Niedawno Bóg za pośrednictwem drogiej mi osoby zaprosił mnie na pięciodniowe rekolekcje ignacjańskie, zwane Fundamentem. Zgodziłem się na ten wyjazd bardzo spontanicznie, ale niedługo potem zaczęły odzywać się we mnie przeróżne wątpliwości. Zacząłem pytać Boga - "Panie, po co mi to wszystko? Przecież mam już uporządkowaną relację z Tobą - odwiedzam Cię na Eucharystii co niedzielę, mam też swoją wspólnotę w św. Annie, modlę się codziennie, staram się żyć według Twoich przykazań. Przecież wszystko ze mną w porządku, więc po to te rekolekcje? Co jeszcze chcesz mi powiedzieć?"

Ale kiedy już dotarłem do domu rekolekcyjnego o. Jezuitów w Gdyni, kiedy zacząłem wchodzić coraz głębiej w atmosferę ćwiczeń duchowych, docierała do mnie stopniowo świadomość, że mój udział w Fundamencie jest parafrazą znanych słów ks. Twardowskiego - "Kiedy Bóg drzwi zamyka, to otwiera okno". Różnica była jedna - to ja usiłowałem do tej pory przymknąć drzwi, które powinny być przecież na Boga nieustannie otwarte i teraz On otworzył dla mnie okno, żebym mógł spotkać się z Nim i zajrzeć głęboko w Jego pełne miłości oczy.

Fundament to pierwszy, a właściwie zerowy stopień w kilkustopniowych ćwiczeniach duchowych, opracowanych przez św. Ignacego Loyolę. To 5 dni spędzonych na nieustannym wsłuchiwaniu się w głos Boga. Wszyscy uczestnicy rekolekcji są nieustannie otuleni opieką Bożą - przez codzienną Eucharystię, Adorację Najświętszego Sakramentu - te wielkie dary są umocnieniem na ten czas rozpoznawania samego siebie, pomagają patrzeć na siebie tak, jak patrzy na nas Bóg - z miłością. Każdy rekolektant ma też możliwość codziennej kilkunastominutowej rozmowy z towarzyszącym - księdzem lub osobą świecką. Duch Święty działa nieustannie i często przez towarzyszącego udziela bardzo cennych wskazówek.

Tak było i w moim przypadku. Do Gdyni jechałem, żeby Boga tak jakoś sprytnie "podejść", żeby On mówił mi tylko to, co chciałem usłyszeć. Chciałem, żeby Bóg wszystkie moje codzienne przemyślenia "przyklepał", zatwierdził, przybił pieczątkę i odesłał w pokoju. I takie nastawienie na początku przeszkadzało mi usłyszeć Jego prawdziwy glos i to, co naprawdę chciał mi o mnie powiedzieć. Właściwie to dopiero osoba mi towarzysząca zachęciła mnie, żebym sprawy, z którymi tam przyjechałem zostawił na boku i po prostu postarał się naprawdę otworzyć na Boga. Posłuchałem, choć z oporami - i Bóg od razu wszedł na to wolne miejsce i zaczął mówić mi o rzeczach, których nigdy bym się nie spodziewał usłyszeć czy nie odważył się wracać do nich. A co było najpiękniejsze, On nie tylko mi o tych sprawach mówił, ale jednocześnie natychmiast zaczynał mnie leczyć ze wszystkich zranień i lęków, które się z nimi wiązały. A były to często sprawy dla mnie najboleśniejsze - Bóg zaprosił mnie na przykład, żebym wrócił do czasu depresji, które przeżywałem w ciągu ostatnich dwóch lat i których sensu tak naprawdę do tej pory nie rozumiałem. I choć ja chciałem już zostawić ten czas za sobą, ruszyć do przodu, On dawał mi wyraźne znaki - zatrzymaj się, pozwól się przeprowadzić przez ten czas raz jeszcze, pomogę Ci spojrzeć na te wydarzenia z dystansu i wyciągnąć właściwe wnioski.

Może się wydawać, że było cukierkowo i bezproblemowo, ale to nieprawda. Opowiem jak było. Podczas jednej z medytacji nad Słowem o skarbie i perle szczególnie uderzyło mnie to jak bardzo Pan się dla nas uniżył. Mógł mówić do nas w grzmotach, piorunach i głosem, który nie znosi sprzeciwu, a tymczasem on zszedł do nas cichutko, nie narzuca się i pozwala się szukać, nawet, jeśli błądzimy latami. Nie czyni nic wbrew naszej woli - zawsze czeka na nas cierpliwie. To słowo tak na mnie podziałało, że upadłem na twarz i trwałem tak w pozycji żebraka, z wyciągniętymi rękami, prosząc w duchu Boga, żeby pozwolił mi przyjąć się jako Pan mojego życia. Ale kiedy się tak modliłem, bardzo szybko zauważyłem, że ta modlitwa nie jest moja, że modlę się słowami, których zupełnie nie czuję. Podniosłem się więc i wyszedłem z kaplicy. Byłem wściekły. Czułem się poniżony, zdeptany, zmieszany z błotem. Przez Boga. Miałem Mu za złe, że mnie pokonał, mnie, który nienawidzi przegrywać!

Poszedłem taki wściekły na kolację. I tam na ścianie zauważyłem obraz, na którym Jezus obmywa nogi Piotrowi. Na tym obrazie Jezus był dokładnie w tej samej pozycji jak ja podczas tej medytacji. To był dla mnie moment prawdziwego przełamania. Zaczęły mi natychmiast przychodzić do głowy przykłady spotkań Chrystusa z różnymi "wyrzutkami społecznymi", których każdy odpychał - prostytutki, żebracy, trędowaci... I On nad każdym z nich się pochylał, każdego traktował indywidualnie, z jednakową miłością. I wtedy zaczęło do mojej opornej głowy docierać, że to nie ja przegrałem z Bogiem, tylko On we mnie zwyciężył.

Dzięki temu przeżyciu, Pan dal mi łaskę spojrzeć jeszcze raz na moją relację z Nim. Zobaczyłem jak często lekceważyłem Go i poniżałem, traktowałem nawet nie jak przyjaciela, ale jak kumpla, z którym łączą mnie bardzo luźne kontakty. Grałem superbohatera, który nie ma żadnych problemów, a nawet jeśli je ma, to świetnie potrafi sobie z nimi radzić. Bóg do pomocy nie jest mi potrzebny, sam znajdę wyjście z każdej sytuacji. I kiedy przychodziły chwile naprawdę trudne, kiedy traciłem grunt pod nogami, byłem nadal niewolnikiem swojej roli - balem się prosić innych o pomoc, często nawet nie potrafiłem określić jakiej pomocy potrzebuję - a do Boga podchodziłem z nieufnością pomieszaną ze strachem. I kiedy On, mimo moich oporów, wkraczał i wyciągał mnie z bagna grzechu, ja byłem pełny podziwu, euforii, chciałem wszystkim mówić o Jego mocy uzdrowienia. Nie starczało mi jednak zapału na poważną refleksję nad Jego rolą w moim życiu, nigdy nie uznałem Go moim Panem. I dlatego problemy powracały - a wtedy zawsze starałem się oprzeć na innych wokół mnie - starałem się widzieć siebie ich oczami, bałem się spojrzeć na siebie w prawdzie. A kiedy czułem, że nikt nie jest w stanie zrozumieć mnie do końca, załamywałem się kompletnie. Nie myślałem w takich chwilach o tym, żeby oprzeć się na Bogu - bo jak można oprzeć się na kimś, kogo się tak naprawdę lekceważy i często traktuje "z góry"?

Tak właśnie ze mną było i w pewnym sensie nadal jest. Jednak Bóg podczas rekolekcji w Gdyni wziął mnie za rękę i powiedział: "Nie bój się, jestem tuż przy tobie - będę cię prowadził". I ja chcę z całego serca pozwolić się Jemu prowadzić - bo wiem, że prowadzi mnie Miłość. Staram się teraz nieustannie prosić Boga, aby zmieniał we mnie to moje skrzywione spojrzenie na świat, aby dał mi odwagę do życia w prawdzie o samym sobie. I, co najważniejsze, żeby pozwolił mi Siebie przyjąć jako Pana mojego życia, któremu chcę wszystko ofiarować.

To był naprawdę błogosławiony czas. Kiedy wróciłem, niektórzy mówili mi, że nie chodzę, tylko tak sobie fruwam troszkę nad ziemią. Ale ja tak po prostu czułem się i czuję lekko na sercu. A największym owocem tego czasu jest SPOKÓJ, który czuję i do którego ciągle powracam, nawet po momentach bardzo burzliwych. Właśnie za takim spokojem tęskniłem, choć nie potrafiłem nazwać tej tęsknoty. Dziękuję Bogu codziennie, że pozwala mi nim się cieszyć.

A wszystkich, którzy chcieliby ogrzać się w słońcu Bożej miłości już teraz, kiedy nasze słońce przesadnie nas nie rozpieszcza, zapraszam na stronę internetową ośrodków rekolekcyjnych o. Jezuitów w całej Polsce
http://www.jezuici.pl/dr/.

Przekonajcie się, jak bogatą "ofertę" przygotował tam dla nas Duch Święty! Zachęcam gorąco!

Tomasz F.

Najbliższa msza:
2017-02-28 18:30

Godziny sprawowania Mszy Św.

dziś (Wtorek):
07:00, 07:30, 15:00, 18:30

Niedziela 2017-03-05:
08:30, 10:00, 12:00, 15:00, 19:00, 21:00

wiecej

Spowiedź:

podczas każdej mszy świętej.

 

 

*

 


Zobacz nas na faceboooku!

Tam znajdziesz wszystkie galerie zdjęć.

 

   

Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Warszawie

Wymiana indywidualnego węzła cieplnego o niskiej sprawności i złym stanie technicznym, zaopatrującego w energię cieplną Rektorat Kościoła Akademickiego Św. Anny. Koszt projektu: 250 000 złotych - pożyczka zwrotna.

Przebudowa i rozbudowa sieci kanalizacji na terenie Kościoła św. Anny w Warszawie dofinansowana przez Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Warszawie, w formie dotacji, w kwocie 507.077,25 zł

Projekt i realizacja: K&K Media Solutions Spółka z o.o.
Wszelkie prawa zastrzeżone (c) 2007 - 2014 Centralny Ośrodek Duszpasterstwa Akademickiego.

stat4u